niedziela, 16 listopada 2014

Chapter 6

16  listopad

Dziś niedziela. Nienawidzę tego dnia chyba bardziej niż poniedziałku. Zaraz po przebudzeniu wyjęłam z szafy szarą bluzę w kwiatki i czarne leginsy. Wraz z ubraniami dotarłam do łazienki. Umyłam zęby, uczesałam się, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam wcześniej przygotowane ubrania. To wszystko zajęło mi z pół godziny. Mój zegarek wskazywał godzinę 10:03. Zeszłam na dół. Nikogo nie było. Wzięłam z talerza jabłko i nalałam sobie szklankę wody. Swoje śniadanie wzięłam do pokoju. Zjadłam owoc i wypiłam napój. Ogryzek wyrzuciłam do kosza a szklankę odstawiłam na bok. Postanowiłam, że odrobie lekcje i nadrobię zaległości. W kwestii Justina uznałam, że odpocznę sobie dziś od niego. A więc zabrałam się za lekcje. Zaczęłam od angielskiego […] Uffff…. Koniec męczarni. Odrobienie wszystkich lekcji załęło mi mnóstwo czasu, bo aż cztery i pół godziny. Po odrobieniu wszystkich przedmiotów miałam ogromny mętlik w głowie. Rzuciłam się na moje łóżko i trochę się na nim powylegiwałam, do czasu aż usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Pomyślałam, że to Jennette i zeszłam na dół. Dziewczyna nic nie powiedziała i wyminęła nie udając się do swojego pokoju. Widziałam, że była wściekła. Nie chciałam jej bardziej denerwować. Korzystając z okazji pobytu na dole weszłam do kuchni w której wzięłam kilka mandarynek i talerzyk. Ze wszystkim udałam się do salonu. Włączyłam telewizję. Oglądając jakiś nudny serial jadłam owoce. Przypomniało mi się, że miałam iść na siłownię. Strasznie mi się nie chciało, więc nie poszłam. Siedziałam wpatrzona w ekran do godziny 21:30. Następnie poszłam na górę wziąć prysznic. Po umyciu się wysuszyłam włosy. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam mój telefon leżący na biurku. Nawet nie wiedziałam, że nie mam go przy sobie. Mnóstwo nieodebranych połączeń i mnóstwo nieprzeczytanych wiadomości. Od kogo? Oczywiście od Justina. Nie miałam ochoty z nim teraz pisać więc odłożyłam telefon i położyłam się spać. Byłam zmęczona nudą i zasnęłam w oka mgnieniu.

sobota, 15 listopada 2014

Chapter 5

15 listopad
Wreszcie sobota, hura. Wstałam z łóżka z wielką radością. Spojrzałam na telefon. Wskazywał godzinę 9:21 i SMS-a. Tak, od Justina. Oby tylko nie chciał odwołać naszej „randki”. Uff… Zapytał tylko czy nadal aktualne. Oczywiście, że potwierdziłam. Wyjęłam z szafy biały top, obcisłą, białą spódniczkę mini w czerwoną kratkę. Wzięłam ubrania i poszłam  z nimi do łazienki. Zanim ubrałam wcześniej naszykowany strój wzięłam prysznic, umyłam zęby, uczesałam się i oczywiście zrobiłam lekki makijaż. Wyszykowana wróciłam do pokoju z którego wzięłam czarne szpilki i małą czarną kopertówkę. Zeszłam na dół. W kuchni czekało mnie śniadanie i karteczka o treści: Hej mała. Wyszłam do Mirandy. Robimy wspólny projekt. Nie wiem o której wrócę. Zrobiłam ci śniadanie. Smacznego. Spróbuj nie spalić domu. Jen

Uśmiechnęłam się i zjadłam to co dla mnie przygotowała. Nie ukrywam, bardzo mi smakowało. Odstawiłam pusty talerz do zmywarki i w tym samym czasie dostałam SMS-a: Jeszcze 30 minut. Nie mogę się doczekać. Justin. Po przeczytaniu tej wiadomości zrobiło mi się strasznie miło. Założyłam na stopy buty, przewiesiłam torebkę przez ramię i wyszłam z domu. Tak, wiem, mam jeszcze pół godziny, ale musze dokuśtykać w tych obcasach na czas. Tak też się stało. Gdy tylko doszłam pod kawiarnie z samochodu wyszedł Justin. Przywitałam do ciepłym uśmiechem i postanowiłam poczekać, aż zbliży się do mnie. Przywitał mnie jeszcze milej niż ja go. Pocałował mnie w policzek. Czułam jak robiłam się czerwona. Zawstydzona spuściłam głowę w dół. Chłopak zauważył to i zaprosił mnie do środka. Nadal na niego nie patrząc weszłam do przytulnej kawiarni. Justin wybrał stolik przy którym usiedliśmy. Po kilku minutach przyszła do nas kelnerka zbierająca zamówienia. Poprosiłam o gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Justin wziął to samo. Gdy czekaliśmy na zamówioną przez nas czekoladę naszą całkiem miłą rozmowę przerwała Jasmine. Czułam, że coś pójdzie nie tak. Zaczęła krzyczeć na nas, głównie na Biebera, że niby ją zdradza itd. Ale jak już zdążyłam wspomnieć jest jego byłą dziewczyną. Co za laska, nie może dać mu nawet chwili spokoju. Nic dziwnego, że ją rzucił. Wszczęła tak głośną awanturę, że zostaliśmy wyproszeni z lokalu. Zajebiście. Przed wejściem też robiła sceny. Uznałam, że lepiej już pójdę. Pożegnałam się z chłopakiem i odeszłam. Napisałam do Vicki. Hej. Pamiętasz jeszcze o mnie? To ja Ariana. Mogę wpaść. W odpowiedzi uzyskałam: Hej, chciałam o to samo spytać. Jasne, wpadaj. Czekam na Ciebie. Buźka. Odpisałam zwykłe: Do zobaczenia i ruszyłam w kierunku posesji jej rodziców. Nie minęło wiele czasu nim doszłam do celu. Zadzwoniłam dzwonkiem i za chwilę w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta dziewczyna, która odrzekła: Sory, ale czekam na moją przyjaciółkę a nie na taką super laskę jak Ty. Zaraz chwila…. W tym momencie obie zaczęłyśmy się głośno śmiać. Zaprosiła mnie do środka, poszłyśmy do jej pokoju.  Usadowiłam się wygodnie na jej łóżku, zaś ona bacznie mi się przyglądała. Nic nie mówiła, aż do chwili w której zapytała dla kogo się tak wystroiłam. Wybuchłam śmiechem. Ona zawsze mnie przejrzy. Wiedziałam, że z nią nie wygram więc opowiedziałam jej wszystko, no może oprócz wątku z siłownią. Zmyśliłam, że wracałam ze sklepu. Najbardziej ją zdziwiło dzisiejsze zajście. Zadawała masę pytań. Rozmawiałyśmy chyba z trzy godziny. Gdy skończyłyśmy temat Justina. Zaproponowała, abym spisała lekcje. Jestem leniwa, zwłaszcza w sobotę, więc zrobiłam tylko zdjęcia notatek. Gdy zrobiło się ciemno uznałam, że już czas zbierać się do domu. Pożegnałam się z Victorią i jej rodzicami i poszłam do domu. W drodze dostałam SMS-a od Justina, w którym mnie przeprosił za dzisiejszą sytuację. Uśmiechnęłam się do ekranu i szłam dalej. W domu nie zastałam Jen, więc poszłam pod prysznic. Po godzinie byłam już ubrana w piżamę i gotowa do snu, jednakże nie byłam zmęczona. Położyłam się w łóżku. Wzięłam do ręki tablet. Włączyłam film i zaczęłam go oglądać. Pod koniec filmu zrobiłam się strasznie śpiąca, więc odłożyłam urządzenie i obróciłam się na drugi bok, próbując w ten sposób szybciej zasnąć. Udało mi się to bardzo szybko.

piątek, 14 listopada 2014

Chapter 4

14 listopad
Godzina 9:54 zostałam brutalnie obudzona, przez bardzo głośną reklamę w telewizji. Odruchowo chwyciłam za pilot i wyłączyłam telewizor. Szybko podniosłam się z kanapy. To był ogromny błąd. Miałam straszne zakwasy. Szturchnęłam ręką śpiącą nadal Jen. Dziewczyna obudziła się i wstała z kanapy podobnie szybko jak ja. Nie miała takich zakwasów jak ja, bo nie była na siłowni, ale ból też ją przeszywał. Z bolącymi od niewygodnego spania kręgosłupami zatoczyłyśmy się do kuchni. Wypiłyśmy po szklance wody i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam czarne legginsy i biały sweterek w czarne gwiazdki. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, ogarnęłam swe kasztanowe włosy i zrobiłam lekki makijaż. Następnie ubrałam przygotowany wcześniej strój. Po wyjściu z łazienki zegarek w moim pokoju wskazywał pięć po jedenastej. Tak, dzisiaj też zrobiłam sobie wolne z dwóch przyczyn. Po pierwsze z tymi zakwasami nie dam rady się ruszać, a po drugie wstałam za późno. Zeszłam na dół. W kuchni siedziała ubrana podobnie do mnie Jennette. Jadła śniadanie. Też chwyciłam jabłko, które spałaszowałam bardzo szybko. Ogryzek wylądował w koszu. Usiadłam przy stole, przy którym siedziała moja współlokatorka aka przyjaciółka. Milczałam. Liczyłam, że dziewczyna przerwie tą ciszę. Nie zrobiła tego. Gdy zrobiło się dość niezręcznie odeszła od stołu nadal nic nie mówiąc. Poszła do swojego pokoju, z którego w oka mgnieniu wyszła wzbogacona o swoją torbę. Nic nie mówiąc wyszła z domu. Ucieszyłam się z przebiegu sytuacji. Teraz mogłam wyjść na siłownię. Wiem, to głupie, ale nie chcę mówić nikomu zwłaszcza Jen o tym, że się odchudzam. Wpadłaby w szał i karmiła mnie na siłę. Pokonując ból wbiegłam do pokoju, z którego zabrałam wcześniej spakowaną torbę z ubraniami na trening. Przewiesiłam torbę przez ramię i założyłam buty. Wyszłam z domu, zakluczyłam drzwi i podążałam w stronę siłowni. Od razu po wejściu zobaczyłam instruktorkę fitness, która wczoraj kazała mi przerwać ćwiczenia, bo będę nazajutrz czyli dzisiaj obolała. Czemu jej nie posłuchałam? Na to pytanie sama sobie chciałabym odpowiedzieć. Na wiele ćwiczeń nie mogłam sobie dzisiaj pozwolić, więc mój pobyt w tym miejscu ograniczyłam do godziny. Po przećwiczonej godzinie przebrałam się w świeże ubranie i wyszłam z budynku. Idąc w kierunku domu zauważyłam szatyna w wypasionym samochodzie palącego papierosa. Bardzo przypominał Justina i gdy podeszłam bliżej okazało się, że to faktycznie on. Z jednej strony to mnie od niego odpychało, ale z drugiej coś mnie do niego ciągnęło. Tak, wiem jestem niezdecydowana, ale nic na to nie poradzę. Gdy zbliżałam się do jego samochodu, on ruszał. Zatrzymaj się tuż przy mnie i zagadał. Zapytał co tu robię, czemu nie jestem w szkole i czy nie skorzystam z jego oferty czyli podwiezienia mnie do domu. Odpowiedziałam na wcześniejsze pytania,  a na ostatnie odmówiłam. Nie chciałam, gdyż wiem, że w stresie gadam okropne głupoty. Tym razem chciałam tego uniknąć, lecz chłopak strasznie nalegał. Postawiłam na swoim, nie zgodziłam się. Nie wiem czemu to zrobiłam. On wykonał pierwszy krok a ja musiałam to zepsuć. Policzkowałam się w myślach, ale z drugiej strony cieszyłam się, że mogłam postawić na swoim i nie jest jakimś brutalem zmuszającym mnie do czegoś, czego nie chce. Pożegnałam się z chłopakiem i ruszyłam w drogę. Justin wyszedł z auta, podbiegł do mnie i zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Złapał moją dłoń, ciepło się uśmiechnął i wsunął mi do ręki karteczkę. Powiedział, abym przeczytała to dopiero w domu. Zgodziłam się, odwzajemniłam uśmiech i odeszłam. Z wielkim bananem na twarzy szłam przez pół miasta. Gdy znalazłam się w domu, usiadłam na kanapie i zgodnie z prośbą Justina przeczytałam liścik. Bardzo Cię lubię. Podobasz się to mój numer […]. Jeśli będziesz miała ochotę zadzwoń lub chociaż napisz. Justin
To było takie słodkie. Siedziałam na kanapie wpatrzona w tą karteczkę. Z wielkim uśmiechem poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Po ubraniu się odważyłam się do niego napisać, Choć sama nie wiedziałam co. Napisałam zwykłe Hej. Pamiętasz mnie jeszcze?  Na odpowiedź długo nie musiałam czekać. Przeznaczyłam na esemesowanie z nim jakieś trzy godziny. Nic nie szkodzi, bo umówiliśmy się jutro w kawiarni. Aaaaa! Biorę to za pierwszą randkę. Uradowana przebiegiem sytuacji wbiegłam do swojego pokoju wybierając strój na jutrzejszy dzień. Zmęczona położyłam się na łóżku. Rozmyślając o Justinie nieoczekiwanie zasnęłam. Nieoczekiwanie obudził mnie dzwonek telefonu. Zobaczyłam kto dzwoni. O nie! To Jasmine, była dziewczyna Jusa, która ma na jego punkcie jakąś obsesje. Pewnie się dowiedziała, że jutro się spotykamy. Odrzuciłam połączenie. Korzystając z okazji sprawdziłam godzine, 23:42. Jak ja długo spałam? Uznałam, że nie mam już co wymyślać więc przykryłam się kołdrą i odpłynęłam w głęboki sen.

Koniec

czwartek, 13 listopada 2014

Chapter 3

13 listopad
 Dziś obudziłam się później niż zwykle. Wstałam o 10:12 i uznałam, że odpuszczę sobie dziś szkołę. Poleżałam trochę w łóżku. Następnie poszłam do łazienki i po wykonaniu porannych czynności wróciłam do pokoju, gdzie ubrałam się w czarne rurki i biały top. Zeszłam na dół i włączyłam telewizję. nie znalazłam nic ciekawego i wyłączyłam sprzęt. Siedziałam na kanapie wpatrzona w wyłączony telewizor i zastanawiałam się czemu mu się nie podobam. Przyszła mnie myśl, że może jestem za gruba. Postanowiłam, że zacznę o siebie dbać. Od razu pobiegłam do kuchni chwyciłam jabłko, które skonsumowałam. Następnie wbiegłam po schodach na góre, a później do mojego pokoju. Zmieniłam rurki na spodnie dresowe. Chwyciłam swą torbę sportową i podążyłam w stronę siłowni. Szłam szybkim krokiem. Gdy doszłam na miejsce, od razu wzięłam się ostro za ćwiczenia. Wyciskałam z siebie siódme poty przez około dwie godziny. Wykończona treningiem wróciłam do domu. Od razu po wejściu do kuchni chwyciłam butelkę z wodą, którą jednym tchem opróżniłam. Zgniecioną butelkę wyrzuciłam do kosza. Wzięłam torbę i poszłam na górę. Z szafy wyciągnęłam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Przepocone ubrania wrzuciłam do pralki a sama poszłam pod długi relaksujący prysznic. Gdy tylko opuściłam już łazienkę, dostałam SMS-a od Matta z zapytaniem czemu nie byłam dziś w szkole. Nie mogłam podać prawdziwego powodu. Skłamałam, że źle się czuje, babskie sprawy, bla, bla. Zeszłam na dół, do kuchni. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 15:42. Uznałam, że to dobra pora na zjedzenie obiadu. Zamiast opychać się kaloryczną pizzą przygotowałam dużą ilość sałatki owocowej. Zjadłam ją i nie ukrywam, że wyszła mi przepyszna. Zdezorientowana nie wiedziałam co zrobić z resztą popołudnia. Postanowiłam popisać z Victorią na facebooku. Nie była dostępna. Szkoda. Włączyłam więc film z Miley Cyrus pt. "The last song" wypłakałam się przy nim jak przy żadnym innym. Gdy film dobiegł końca do domu przyszła Jen. Była strasznie głodna więc poczęstowała się moją sałatką. Gdy zjadła zaproponowałam jej wspólne bieganie po osiedlu. Zgodziła się od razu. Poczekałam aż się przebierze. Razem wyszłyśmy i zaczęłyśmy wolnym truchcikiem oddalać się od naszego mieszkania, W czasie biegu dużo rozmawiałyśmy. Nie spostrzegłyśmy kiedy minęła godzina. Lekko zmęczone wróciłyśmy do domu. Wzięłyśmy prysznic i równocześnie znalazłyśmy się w salonie. Zdecydowałyśmy, że obejrzymy jakiś film, Jennette włączyła Monte Carlo. Z chęcią to obejrzałam. Po zakończeniu tego filmu przełączyłam na inny kanał. Emitowany film to "Tajna agentka'' uwielbiam go. Nie wiedząc kiedy zasnęłyśmy przed telewizorem.


***
Wiem, że rozdział jest do bani, ale mam dużo nauki i nie bardzo mam czas na pisanie długiego rozdziału,a chciałabym, aby pojawiały się codziennie

środa, 12 listopada 2014

Chapter 2

12 listopad
Dzień jak zwykle zaczęłam od pobudki w blasku słońca. Z wielkim optymizmem stoczyłam się z łóżka i wyszłam do toalety wykonując poranne czynności. Następnie wróciłam do mojego pokoju, w którym pościeliłam swoje łóżko, ubrałam spódniczkę i bluzkę w kwiaty. Do tego zestawu dobrałam czarne vansy. Włosy zostawiłam rozpuszczone, na twarzy pojawił się lekki makijaż podkreślający oczy. Gotowa zeszłam na dół. Zrobiłam sobie śniadanie, które w mgnieniu oka skonsumowałam. Odstawiając naczynie do zmywarki do mych uszu dobiegł dźwięk przychodzącego SMS-a.
Od Victoria:
Hej mała. Jestem pod Twoim domem. Wychodź. :*
Posłuszna poleceniom Vicky wzięłam torbę i sweterek i wyszłam z domu. Otwierając drzwi ujrzałam roześmianą twarz dziewczyny. Zamknęłam drzwi na klucz i podążyłam za dziewczyną. Szłyśmy do szkoły szybkim krokiem napotykając innych uczniów idących w tym samym kierunku co my. Całą drogę rozmawiałyśmy o problemach Liz. Nie sądziłam, że ma takie problemy. Nigdy mi się nie zwierzała, mimo iż jesteśmy przyjaciółkami. Przejęłam się ta sprawą, równocześnie moja twarz posmutniała, dopóki nie ujrzałam chłopaka w mocno opuszczonych spodniach wychodzącego ze swojego lśniącego czystością samochodu. Mój uśmiech szybko zniknął, gdy przypomniało mi się o tym co widziałam wczoraj. Z drugiej strony nie mogę go tak łatwo przekreślić. Posłałam uśmiech w jego kierunku. Chyba to zauważył, bo na jego twarz też wkradł się uśmiech. O mój Boże. Ale on ma boski uśmiech. Mój brzuch opanowało stado motylków. Przyjaciółka zorientowała się, że jej nie słucham i szturchnęła mnie łokciem. Nie ukrywam, zabolało mnie to. Widząc poirytowanie w moich oczach dziewczyna zaczęła się śmiać jak opętana i przekroczyła próg szkoły. Przy szafkach ujrzałam resztę naszej paczki. Podeszłyśmy do nich. Przywitałyśmy się z nimi przyjacielskim uściskiem i buziakiem w policzek. Jak zwykle po przywitaniu Matt począł opowiadać co wczoraj po szkole robił. Zazwyczaj te historie bawią mnie do łez, albo wręcz irytują. Tym razem była to ta pierwsza opcja. Mój niepohamowany śmiech przerwał dzwonek. Ups! Nie ma to jak historia z samego rana. Trudno. Machnęłam ręką i z jeszcze większym uśmiechem przywitałam ukochaną panią Shay. Kobietę najwyraźniej zdziwiło moje zachowanie. Zdezorientowana odwzajemniła uśmiech i zajęła swoje miejsce. Sprawdziła obecność i nadszedł czas na odpytywanie. Pewna, że będą odpytywana podniosłam się z krzesła. Kobieta ze zdziwioną miną kazała mi usiąść i do odpowiedzi wybrała kogoś innego. Matt, z którym siedziałam w ławce zaczął się patrzeć raz na mnie raz na nauczycielkę.  Przerwałam jego czynności cichym śmiechem. Hmmm… no cóż ta lekcja nie była taka zła jak się spodziewałam. Sama nie wierzę, że to powiem, ale nie chciałam aby tak lekcja się kończyła. Tak, wiem to dziwne. Przepełniona radością wyszłam z klasy gdy zadzwonił dzwonek. Moją radość przerwała myśl o tym co nas teraz czeka. Dwie lekcje angielskiego pod rząd. Na pewno zada jakieś bezsensowne wypracowanie na co najmniej 4 kartki. Lubię angielski, nawet bardzo, ale nie lubię z tym nauczycielem. Jestem w stanie zrobić wszystko, aby pan Collins mnie nie uczył. W szkole wciąż krążą plotki na jego temat i to wcale nie miłe. Zrobiłam kilka głębokich wdechów i podążyłam w kierunku klasy, gdzie czekała na mnie Liz, ze smutnym wyrazem twarzy. Nie mogąc patrzeć jak się smuci i nie wiedząc co się stało szybko zapytałam dlaczego się smuci. Dziewczyna zaczęła opowiadać o swoich problemach, gdy przerwał jej dzwonek. Poszłyśmy za resztą do klasy. Nie chcąc narobić sobie problemów u znienawidzonego nauczyciela poprosiłam Liz, aby dokończyła historię na następnej przerwie. Zgadzając się ze mną skinęła głową i zajęła miejsce obok mnie. Nauczyciel napisał temat na tablicy i podał nam numery zadań, które mieliśmy wykonać. Były niesamowicie banalne. Co się dzisiaj dzieje? Wcześniej historia, na którą nie mogę nawet w jednym procencie narzekać, teraz taki angielski. Ten dzień powoli mnie zaskakuje. Aż boję się co będzie dalej. A  propos tego dalej: wcale się nie myliłam. Był to dzień pełen niespodzianek, ale największa niespodzianka czekała na mnie po szkole, a raczej przed szkołą. Stał tam Justin. Byłam pewna, że czekał na mnie, a kiedy przeszłam obok mnie wcale nie zareagował. Jakby mnie tam nie było. Zrobiło mi się smutno i poszłam do domu. W domu czekała na mnie Jen z gotowym obiadem. Odmówiłam posiłku i poszłam do swojego pokoju wypłakiwać się w poduszkę. Po paru minutach przyszła Jen aby zapytać mnie czy aby na pewno nie chcę jeść. Ujrzawszy mój widok natychmiast podeszła do mojego łóżka położyła się na nim mocno mnie tuląc do siebie. Prosiła, abym przestała płakać i opowiedziała jej jaka jest przyczyna mojego płaczu. Nie chcąc o tym z nikim rozmawiać nic nie odpowiedziałam i wtuliłam się w nią. Naprawdę tego potrzebowałam. Jennette nic nie mówiła, co było pocieszające. Zasnęłam w jej ramionach mokrych od moich słonych łez. Obudziłam się sama na łóżku. Zegarek wskazywał 19:46. Na szafce obok łóżka stał talerz z jedzeniem. Nie chciałam jeść, ale gdy zaburczało mi w brzuchu wzięłam to za sprzeciw i tknęłam pyszne spaghetti. Wciąż ze zbolałą miną zeszłam na dół. Nie zastałam tam Jen. Odłożyłam talerz do zmywarki i poszłam wziąć prysznic. Po wykonaniu owej czynności wysuszyłam włosy i położyłam się do łóżka. Nie chciałam spać. Sięgnęłam ręką do szafki, gdzie schowany był mój tablet. Włączyłam sobie film, który dokładnie opisywał moje uczucia. Pocieszając było to, że film zakończył się happy Endem. Z myślą, że moje życie się ułoży odpłynęłam w krainę snów.

Koniec

poniedziałek, 10 listopada 2014

Chapter 1

11 listopad
Dziś jak zwykle obudziły mnie promienie słoneczne wpadające oknem do mojego pokoju. Uwielbiam taką formę pobudki i na szczęście cały rok jest tu słoneczne lato. Pozytywnie nastawiona wstałam z ciepłego łóżka i poszłam do łazienki, wykonałam tam poranne czynności.  Wróciłam do mojego pokoju i niezdecydowana stanęłam przed szafą. Zdecydowałam się na kwiecistą sukienkę i różowy sweterek. Włosy związałam w pół kucyka i zrobiłam lekki makijaż podkreślający moje duże oczy. Zabrawszy torbę z krzesła zbiegłam schodami do kuchni, gdzie czekało na mnie pyszne śniadanie. Zerkając na zegarek w telefonie uświadomiłam sobie, że już późno. Czym prędzej pochłonęłam talerz naleśników z czekoladą i truskawkami. Włożyłam talerz do zmywarki i wyszłam z domu. Droga do szkoły zajęła mi 6 minut. Przekraczając próg szkoły ruszyłam w kierunku sali numer 28, gdzie miała odbyć się pierwsza lekcja, czyli angielski. Gdy znalazłam się pod klasą nie zobaczyłam nikogo z moich przyjaciół. Zdezorientowana wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam SMS-a do mojej przyjaciółki, Victorii.
Do Victoria:
Hej. Gdzie jesteście?
Po chwili dostałam odpowiedź:
Jesteśmy pod salą 49. Mamy przecież zastępstwo z 3B. J
Poczułam się głupio i poszłam pod klasę. W momencie gdy zobaczyłam Victorie zadzwonił dzwonek. Przywitałam się z nią jak i z resztą moich przyjaciół całusem w policzek. Następnie udaliśmy się do klasy za panią West. Zajęliśmy miejsca. Każdy pogrążył się w głośnej rozmowie, którą przerwał szorstki głos pani West: Bieber, jak zwykle spóźniony. Wszyscy zamilkli i spojrzeli na chłopaka. Uczniowie jego klasy patrzyli ze strachem w oczach, zaś dziewczyny z mojej klasy wlepiały w niego swoje oczy robiąc zalotne miny. Bieber uśmiechnął się, zdjął okulary przeciwsłoneczne i zajął wolne miejsce w ostatniej ławce. Nie wiem czemu, ale gdy go zobaczyłam ogarnęła mnie wielka radość, poczułam się, jak gdybyśmy tylko my byli w klasie. Przez całą lekcje myślałam o nim. Pierwszy raz go wiedzę, a tak mi namieszał w głowie. Z moich różowych myśli wyrwała mnie nauczycielka, która uderzyła ręką o biurko, tak głośno, że chłopak w pierwszej ławce krzyknął ze strachu. W klasie rozbrzmiał głośny śmiech, spowodowany reakcją chłopaka. Wspólną  radość przerwał dzwonek. Z wielkim uśmiechem wyszłam z klasy. Wraz z Victorią, Liz i chłopakami poszliśmy do naszych szafek wziąć książki na następną lekcję, czyli matematykę. Nie wiem po co to komu, ale cóż, nie ode mnie zależy czego mamy się uczyć. Matematyka przybiegła szybko. Moje myśli wciąż krążyły wśród wysokiego szatyna. To śmieszne, bo nawet nie wiem jak ma na imię, a trochę się wstydzę zapytać przyjaciół, wyobrażam sobie, że na siłę będą próbowali nas zeswatać. No cóż, kolejna lekcja, historia. Pani Shay wróciła już ze zwolnienia i na przywitanie zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę. Kochana, prawda? Nie, wcale nie. Nienawidzę  jej i ona mnie też. Zawsze bierze mnie do odpowiedzi i zadaje najtrudniejsze pytania, próbuje mi zepsuć humor odkąd tylko pamiętam. Niestety nie udaje jej się to, gdyż jej zdanie wcale mnie nie interesuje. Lekcja ta ciągnęła się w nieskończoność, lecz gdy miałam udzielić odpowiedzi na jakieś pytanie wybawił mnie dzwonek. Z cwaniackim uśmiechem wyszłam z klasy. Poszłam zostawić książki do szafki i wyszłam na dwór. W budce z jedzeniem kupiłam taco i usiadłam przy jednym z wielu stolików przy szkole. Moi przyjaciele po chwili do mnie dołączyli. Razem zjedliśmy lunch dużo się przy tym śmiejąc. Mój uśmiech  się powiększył, gdy ujrzałam szatyna przy wyjściu z terenu szkoły. Nie widziałam dokładnie co robił, ale chyba palił papierosa. Natychmiast stracił moją dobrą opinie. Moje rozmyślanie przerwał dzwonek zapowiadający czwartą lekcję, niestety to biologia. Nienawidzę tego przedmiotu. Zawsze na tej lekcji  modlę się o dźwięk dzwonka na przerwę.  I tym razem modły zostały wysłuchane dzwonek zadzwonił szybciej niż bym się spodziewała. Cieszyłam się w duchu, że jeszcze dwie lekcje i koniec na dzisiaj, ale niestety nie było tak do śmiechu. Owe lekcje są jednymi z najgorszych. Fizyka i chemia. Nie dość, że nic nie rozumiem o jeszcze nauczycielki są nie miłe w stosunku do mnie. Trudno jakoś to przeżyję. Z tą myślą udało mi się przetrwać i odetchnąć z ulgą gdy dzwonek zasygnalizował koniec tortur na dzisiaj. Szybkim krokiem udałam się do szafki, gdzie zostawiłam książki i wyszłam przed szkołę gdzie czekali na mnie znajomi. Ruszyliśmy z terenu szkoły w kierunku naszych domów. Każdy z nas mieszka daleko od innych i zawsze wracam sama do domu. Tym razem może to i lepiej, mogę zostać sama ze swoimi myślami i chociaż mogę spróbować je uporządkować. Cały czas nie dawał mi spokoju ten Bieber. Moje myśli skupiały się głównie na nim. Gdy znalazłam się w domu, szybko nie zdejmując butów wbiegłam po schodach do pokoju, gdzie szybko włączyłam laptopa, zalogowałam się na portalu społecznościowym i wyszukiwałam nazwisko Bieber. Pojawiło się wiele osób z tym nazwiskiem w tym on, właśnie ten szatyn. Justin, nazywał się Justin. Jak ślicznie. Pasuje do niego to imię. Obejrzałam kilka jego fotek i wyłączyłam laptopa. Szczęśliwa, ze znajomości danych osobowych przystojniaka poszłam do kuchni i zrobiłam sobie coś do jedzenia. Zrobiłam też coś dla mojej współlokatorki Jennette w celu rewanżu za pyszne śniadanie. Konsumując  posiłek przed telewizorem uświadomiłam sobie o jutrzejszej historii i o tym, że znając życie będę pytana. Odstawiłam pusty talerz do zmywarki i poszłam do pokoju pouczyć się, lecz za nic w świecie nie mogłam się skupić, nie chodzi tu już o Justina ale o to, że historia najzwyczajniej w świecie mnie nudzi. Niechętnie czytałam ten temat, aż zasnęłam. Obudziłam się o godzinie 19:45. Nic mi więcej nie zostało jak wzięcie prysznica. Tak też zrobiłam. Ubrana w piżamę zeszłam na dół gdzie zastałam Jen jedzącą obiad, który dla niej zrobiłam. Pożyczyłam jej smacznego i zapytałam czemu tak późno wróciła. Odpowiedziała, że miała dodatkowe zajęcia, nie wierzyłam jej, ale nie chciałam drążyć tematu. Jeśli zechce to sama powie. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam pierwszy lepszy kanał. Leciał jakiś serial, postanowiłam go obejrzeć. Uśmiałam się do łez. Kiedy się skończył zegar wskazywał 23:58. Bez zastanowienia wyłączyłam telewizor i poszłam na górę do mojego pokoju, ułożyłam się wygodnie na łóżku i odpłynęłam w krainę snów.

Tak zakończył się mój zwykły dzień.

Prolog

Historia pisana z punktu widzenia nastolatki, Ariany Grande w formie pamiętnika. Każdego dnia będzie dodawana notka z jej życia.
***
Historia opowiada o 19-letniej uczennicy kalifornijskiego collegu. Prosta, skromna dziewczyna o niesamowitej urodzie przeżywa wspaniałe przygody ze swoimi przyjaciółmi. Po pewnym czasie zakochuje się w chłopaku z klasy równoległej. Wtedy jej życie wywraca się do góry nogami.

Mam nadzieję, że Was zachęciłam do czytania tego bloga.