14 listopad
Godzina 9:54
zostałam brutalnie obudzona, przez bardzo głośną reklamę w telewizji. Odruchowo
chwyciłam za pilot i wyłączyłam telewizor. Szybko podniosłam się z kanapy. To był
ogromny błąd. Miałam straszne zakwasy. Szturchnęłam ręką śpiącą nadal Jen.
Dziewczyna obudziła się i wstała z kanapy podobnie szybko jak ja. Nie miała takich
zakwasów jak ja, bo nie była na siłowni, ale ból też ją przeszywał. Z bolącymi
od niewygodnego spania kręgosłupami zatoczyłyśmy się do kuchni. Wypiłyśmy po
szklance wody i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Podeszłam do szafy, z której
wyciągnęłam czarne legginsy i biały sweterek w czarne gwiazdki. Poszłam do
łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, ogarnęłam swe kasztanowe włosy i
zrobiłam lekki makijaż. Następnie ubrałam przygotowany wcześniej strój. Po wyjściu
z łazienki zegarek w moim pokoju wskazywał pięć po jedenastej. Tak, dzisiaj też
zrobiłam sobie wolne z dwóch przyczyn. Po pierwsze z tymi zakwasami nie dam
rady się ruszać, a po drugie wstałam za późno. Zeszłam na dół. W kuchni
siedziała ubrana podobnie do mnie Jennette. Jadła śniadanie. Też chwyciłam
jabłko, które spałaszowałam bardzo szybko. Ogryzek wylądował w koszu. Usiadłam
przy stole, przy którym siedziała moja współlokatorka aka przyjaciółka.
Milczałam. Liczyłam, że dziewczyna przerwie tą ciszę. Nie zrobiła tego. Gdy
zrobiło się dość niezręcznie odeszła od stołu nadal nic nie mówiąc. Poszła do
swojego pokoju, z którego w oka mgnieniu wyszła wzbogacona o swoją torbę. Nic
nie mówiąc wyszła z domu. Ucieszyłam się z przebiegu sytuacji. Teraz mogłam
wyjść na siłownię. Wiem, to głupie, ale nie chcę mówić nikomu zwłaszcza Jen o
tym, że się odchudzam. Wpadłaby w szał i karmiła mnie na siłę. Pokonując ból
wbiegłam do pokoju, z którego zabrałam wcześniej spakowaną torbę z ubraniami na
trening. Przewiesiłam torbę przez ramię i założyłam buty. Wyszłam z domu,
zakluczyłam drzwi i podążałam w stronę siłowni. Od razu po wejściu zobaczyłam
instruktorkę fitness, która wczoraj kazała mi przerwać ćwiczenia, bo będę
nazajutrz czyli dzisiaj obolała. Czemu jej nie posłuchałam? Na to pytanie sama sobie
chciałabym odpowiedzieć. Na wiele ćwiczeń nie mogłam sobie dzisiaj pozwolić,
więc mój pobyt w tym miejscu ograniczyłam do godziny. Po przećwiczonej godzinie
przebrałam się w świeże ubranie i wyszłam z budynku. Idąc w kierunku domu
zauważyłam szatyna w wypasionym samochodzie palącego papierosa. Bardzo
przypominał Justina i gdy podeszłam bliżej okazało się, że to faktycznie on. Z jednej
strony to mnie od niego odpychało, ale z drugiej coś mnie do niego ciągnęło.
Tak, wiem jestem niezdecydowana, ale nic na to nie poradzę. Gdy zbliżałam się
do jego samochodu, on ruszał. Zatrzymaj się tuż przy mnie i zagadał. Zapytał co
tu robię, czemu nie jestem w szkole i czy nie skorzystam z jego oferty czyli
podwiezienia mnie do domu. Odpowiedziałam na wcześniejsze pytania, a na ostatnie odmówiłam. Nie chciałam, gdyż
wiem, że w stresie gadam okropne głupoty. Tym razem chciałam tego uniknąć, lecz
chłopak strasznie nalegał. Postawiłam na swoim, nie zgodziłam się. Nie wiem
czemu to zrobiłam. On wykonał pierwszy krok a ja musiałam to zepsuć.
Policzkowałam się w myślach, ale z drugiej strony cieszyłam się, że mogłam
postawić na swoim i nie jest jakimś brutalem zmuszającym mnie do czegoś, czego
nie chce. Pożegnałam się z chłopakiem i ruszyłam w drogę. Justin wyszedł z
auta, podbiegł do mnie i zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Złapał moją
dłoń, ciepło się uśmiechnął i wsunął mi do ręki karteczkę. Powiedział, abym
przeczytała to dopiero w domu. Zgodziłam się, odwzajemniłam uśmiech i odeszłam.
Z wielkim bananem na twarzy szłam przez pół miasta. Gdy znalazłam się w domu,
usiadłam na kanapie i zgodnie z prośbą Justina przeczytałam liścik. Bardzo Cię lubię. Podobasz się to mój numer
[…]. Jeśli będziesz miała ochotę zadzwoń lub chociaż napisz. Justin
To było
takie słodkie. Siedziałam na kanapie wpatrzona w tą karteczkę. Z wielkim
uśmiechem poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Po ubraniu się odważyłam
się do niego napisać, Choć sama nie wiedziałam co. Napisałam zwykłe Hej. Pamiętasz mnie jeszcze? Na odpowiedź długo nie musiałam czekać.
Przeznaczyłam na esemesowanie z nim jakieś trzy godziny. Nic nie szkodzi, bo
umówiliśmy się jutro w kawiarni. Aaaaa! Biorę to za pierwszą randkę. Uradowana
przebiegiem sytuacji wbiegłam do swojego pokoju wybierając strój na jutrzejszy
dzień. Zmęczona położyłam się na łóżku. Rozmyślając o Justinie nieoczekiwanie
zasnęłam. Nieoczekiwanie obudził mnie dzwonek telefonu. Zobaczyłam kto dzwoni.
O nie! To Jasmine, była dziewczyna Jusa, która ma na jego punkcie jakąś obsesje.
Pewnie się dowiedziała, że jutro się spotykamy. Odrzuciłam połączenie.
Korzystając z okazji sprawdziłam godzine, 23:42. Jak ja długo spałam? Uznałam,
że nie mam już co wymyślać więc przykryłam się kołdrą i odpłynęłam w głęboki
sen.
Koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz