piątek, 14 listopada 2014

Chapter 4

14 listopad
Godzina 9:54 zostałam brutalnie obudzona, przez bardzo głośną reklamę w telewizji. Odruchowo chwyciłam za pilot i wyłączyłam telewizor. Szybko podniosłam się z kanapy. To był ogromny błąd. Miałam straszne zakwasy. Szturchnęłam ręką śpiącą nadal Jen. Dziewczyna obudziła się i wstała z kanapy podobnie szybko jak ja. Nie miała takich zakwasów jak ja, bo nie była na siłowni, ale ból też ją przeszywał. Z bolącymi od niewygodnego spania kręgosłupami zatoczyłyśmy się do kuchni. Wypiłyśmy po szklance wody i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam czarne legginsy i biały sweterek w czarne gwiazdki. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, ogarnęłam swe kasztanowe włosy i zrobiłam lekki makijaż. Następnie ubrałam przygotowany wcześniej strój. Po wyjściu z łazienki zegarek w moim pokoju wskazywał pięć po jedenastej. Tak, dzisiaj też zrobiłam sobie wolne z dwóch przyczyn. Po pierwsze z tymi zakwasami nie dam rady się ruszać, a po drugie wstałam za późno. Zeszłam na dół. W kuchni siedziała ubrana podobnie do mnie Jennette. Jadła śniadanie. Też chwyciłam jabłko, które spałaszowałam bardzo szybko. Ogryzek wylądował w koszu. Usiadłam przy stole, przy którym siedziała moja współlokatorka aka przyjaciółka. Milczałam. Liczyłam, że dziewczyna przerwie tą ciszę. Nie zrobiła tego. Gdy zrobiło się dość niezręcznie odeszła od stołu nadal nic nie mówiąc. Poszła do swojego pokoju, z którego w oka mgnieniu wyszła wzbogacona o swoją torbę. Nic nie mówiąc wyszła z domu. Ucieszyłam się z przebiegu sytuacji. Teraz mogłam wyjść na siłownię. Wiem, to głupie, ale nie chcę mówić nikomu zwłaszcza Jen o tym, że się odchudzam. Wpadłaby w szał i karmiła mnie na siłę. Pokonując ból wbiegłam do pokoju, z którego zabrałam wcześniej spakowaną torbę z ubraniami na trening. Przewiesiłam torbę przez ramię i założyłam buty. Wyszłam z domu, zakluczyłam drzwi i podążałam w stronę siłowni. Od razu po wejściu zobaczyłam instruktorkę fitness, która wczoraj kazała mi przerwać ćwiczenia, bo będę nazajutrz czyli dzisiaj obolała. Czemu jej nie posłuchałam? Na to pytanie sama sobie chciałabym odpowiedzieć. Na wiele ćwiczeń nie mogłam sobie dzisiaj pozwolić, więc mój pobyt w tym miejscu ograniczyłam do godziny. Po przećwiczonej godzinie przebrałam się w świeże ubranie i wyszłam z budynku. Idąc w kierunku domu zauważyłam szatyna w wypasionym samochodzie palącego papierosa. Bardzo przypominał Justina i gdy podeszłam bliżej okazało się, że to faktycznie on. Z jednej strony to mnie od niego odpychało, ale z drugiej coś mnie do niego ciągnęło. Tak, wiem jestem niezdecydowana, ale nic na to nie poradzę. Gdy zbliżałam się do jego samochodu, on ruszał. Zatrzymaj się tuż przy mnie i zagadał. Zapytał co tu robię, czemu nie jestem w szkole i czy nie skorzystam z jego oferty czyli podwiezienia mnie do domu. Odpowiedziałam na wcześniejsze pytania,  a na ostatnie odmówiłam. Nie chciałam, gdyż wiem, że w stresie gadam okropne głupoty. Tym razem chciałam tego uniknąć, lecz chłopak strasznie nalegał. Postawiłam na swoim, nie zgodziłam się. Nie wiem czemu to zrobiłam. On wykonał pierwszy krok a ja musiałam to zepsuć. Policzkowałam się w myślach, ale z drugiej strony cieszyłam się, że mogłam postawić na swoim i nie jest jakimś brutalem zmuszającym mnie do czegoś, czego nie chce. Pożegnałam się z chłopakiem i ruszyłam w drogę. Justin wyszedł z auta, podbiegł do mnie i zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Złapał moją dłoń, ciepło się uśmiechnął i wsunął mi do ręki karteczkę. Powiedział, abym przeczytała to dopiero w domu. Zgodziłam się, odwzajemniłam uśmiech i odeszłam. Z wielkim bananem na twarzy szłam przez pół miasta. Gdy znalazłam się w domu, usiadłam na kanapie i zgodnie z prośbą Justina przeczytałam liścik. Bardzo Cię lubię. Podobasz się to mój numer […]. Jeśli będziesz miała ochotę zadzwoń lub chociaż napisz. Justin
To było takie słodkie. Siedziałam na kanapie wpatrzona w tą karteczkę. Z wielkim uśmiechem poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Po ubraniu się odważyłam się do niego napisać, Choć sama nie wiedziałam co. Napisałam zwykłe Hej. Pamiętasz mnie jeszcze?  Na odpowiedź długo nie musiałam czekać. Przeznaczyłam na esemesowanie z nim jakieś trzy godziny. Nic nie szkodzi, bo umówiliśmy się jutro w kawiarni. Aaaaa! Biorę to za pierwszą randkę. Uradowana przebiegiem sytuacji wbiegłam do swojego pokoju wybierając strój na jutrzejszy dzień. Zmęczona położyłam się na łóżku. Rozmyślając o Justinie nieoczekiwanie zasnęłam. Nieoczekiwanie obudził mnie dzwonek telefonu. Zobaczyłam kto dzwoni. O nie! To Jasmine, była dziewczyna Jusa, która ma na jego punkcie jakąś obsesje. Pewnie się dowiedziała, że jutro się spotykamy. Odrzuciłam połączenie. Korzystając z okazji sprawdziłam godzine, 23:42. Jak ja długo spałam? Uznałam, że nie mam już co wymyślać więc przykryłam się kołdrą i odpłynęłam w głęboki sen.

Koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz