11 listopad
Dziś jak
zwykle obudziły mnie promienie słoneczne wpadające oknem do mojego pokoju.
Uwielbiam taką formę pobudki i na szczęście cały rok jest tu słoneczne lato.
Pozytywnie nastawiona wstałam z ciepłego łóżka i poszłam do łazienki, wykonałam
tam poranne czynności. Wróciłam do
mojego pokoju i niezdecydowana stanęłam przed szafą. Zdecydowałam się na
kwiecistą sukienkę i różowy sweterek. Włosy związałam w pół kucyka i zrobiłam
lekki makijaż podkreślający moje duże oczy. Zabrawszy torbę z krzesła zbiegłam
schodami do kuchni, gdzie czekało na mnie pyszne śniadanie. Zerkając na zegarek
w telefonie uświadomiłam sobie, że już późno. Czym prędzej pochłonęłam talerz
naleśników z czekoladą i truskawkami. Włożyłam talerz do zmywarki i wyszłam z
domu. Droga do szkoły zajęła mi 6 minut. Przekraczając próg szkoły ruszyłam w
kierunku sali numer 28, gdzie miała odbyć się pierwsza lekcja, czyli angielski.
Gdy znalazłam się pod klasą nie zobaczyłam nikogo z moich przyjaciół.
Zdezorientowana wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam SMS-a do mojej
przyjaciółki, Victorii.
Do Victoria:
Hej. Gdzie
jesteście?
Po chwili
dostałam odpowiedź:
Jesteśmy pod
salą 49. Mamy przecież zastępstwo z 3B. J
Poczułam się
głupio i poszłam pod klasę. W momencie gdy zobaczyłam Victorie zadzwonił
dzwonek. Przywitałam się z nią jak i z resztą moich przyjaciół całusem w
policzek. Następnie udaliśmy się do klasy za panią West. Zajęliśmy miejsca.
Każdy pogrążył się w głośnej rozmowie, którą przerwał szorstki głos pani West:
Bieber, jak zwykle spóźniony. Wszyscy zamilkli i spojrzeli na chłopaka.
Uczniowie jego klasy patrzyli ze strachem w oczach, zaś dziewczyny z mojej
klasy wlepiały w niego swoje oczy robiąc zalotne miny. Bieber uśmiechnął się,
zdjął okulary przeciwsłoneczne i zajął wolne miejsce w ostatniej ławce. Nie
wiem czemu, ale gdy go zobaczyłam ogarnęła mnie wielka radość, poczułam się,
jak gdybyśmy tylko my byli w klasie. Przez całą lekcje myślałam o nim. Pierwszy
raz go wiedzę, a tak mi namieszał w głowie. Z moich różowych myśli wyrwała mnie
nauczycielka, która uderzyła ręką o biurko, tak głośno, że chłopak w pierwszej
ławce krzyknął ze strachu. W klasie rozbrzmiał głośny śmiech, spowodowany
reakcją chłopaka. Wspólną radość
przerwał dzwonek. Z wielkim uśmiechem wyszłam z klasy. Wraz z Victorią, Liz i
chłopakami poszliśmy do naszych szafek wziąć książki na następną lekcję, czyli
matematykę. Nie wiem po co to komu, ale cóż, nie ode mnie zależy czego mamy się
uczyć. Matematyka przybiegła szybko. Moje myśli wciąż krążyły wśród wysokiego
szatyna. To śmieszne, bo nawet nie wiem jak ma na imię, a trochę się wstydzę
zapytać przyjaciół, wyobrażam sobie, że na siłę będą próbowali nas zeswatać. No
cóż, kolejna lekcja, historia. Pani Shay wróciła już ze zwolnienia i na
przywitanie zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę. Kochana, prawda? Nie, wcale
nie. Nienawidzę jej i ona mnie też.
Zawsze bierze mnie do odpowiedzi i zadaje najtrudniejsze pytania, próbuje mi
zepsuć humor odkąd tylko pamiętam. Niestety nie udaje jej się to, gdyż jej
zdanie wcale mnie nie interesuje. Lekcja ta ciągnęła się w nieskończoność, lecz
gdy miałam udzielić odpowiedzi na jakieś pytanie wybawił mnie dzwonek. Z
cwaniackim uśmiechem wyszłam z klasy. Poszłam zostawić książki do szafki i
wyszłam na dwór. W budce z jedzeniem kupiłam taco i usiadłam przy jednym z
wielu stolików przy szkole. Moi przyjaciele po chwili do mnie dołączyli. Razem
zjedliśmy lunch dużo się przy tym śmiejąc. Mój uśmiech się powiększył, gdy ujrzałam szatyna przy
wyjściu z terenu szkoły. Nie widziałam dokładnie co robił, ale chyba palił
papierosa. Natychmiast stracił moją dobrą opinie. Moje rozmyślanie przerwał
dzwonek zapowiadający czwartą lekcję, niestety to biologia. Nienawidzę tego
przedmiotu. Zawsze na tej lekcji modlę
się o dźwięk dzwonka na przerwę. I tym
razem modły zostały wysłuchane dzwonek zadzwonił szybciej niż bym się
spodziewała. Cieszyłam się w duchu, że jeszcze dwie lekcje i koniec na dzisiaj,
ale niestety nie było tak do śmiechu. Owe lekcje są jednymi z najgorszych.
Fizyka i chemia. Nie dość, że nic nie rozumiem o jeszcze nauczycielki są nie
miłe w stosunku do mnie. Trudno jakoś to przeżyję. Z tą myślą udało mi się
przetrwać i odetchnąć z ulgą gdy dzwonek zasygnalizował koniec tortur na
dzisiaj. Szybkim krokiem udałam się do szafki, gdzie zostawiłam książki i wyszłam
przed szkołę gdzie czekali na mnie znajomi. Ruszyliśmy z terenu szkoły w
kierunku naszych domów. Każdy z nas mieszka daleko od innych i zawsze wracam
sama do domu. Tym razem może to i lepiej, mogę zostać sama ze swoimi myślami i
chociaż mogę spróbować je uporządkować. Cały czas nie dawał mi spokoju ten
Bieber. Moje myśli skupiały się głównie na nim. Gdy znalazłam się w domu,
szybko nie zdejmując butów wbiegłam po schodach do pokoju, gdzie szybko
włączyłam laptopa, zalogowałam się na portalu społecznościowym i wyszukiwałam
nazwisko Bieber. Pojawiło się wiele osób z tym nazwiskiem w tym on, właśnie ten
szatyn. Justin, nazywał się Justin. Jak ślicznie. Pasuje do niego to imię.
Obejrzałam kilka jego fotek i wyłączyłam laptopa. Szczęśliwa, ze znajomości danych
osobowych przystojniaka poszłam do kuchni i zrobiłam sobie coś do jedzenia.
Zrobiłam też coś dla mojej współlokatorki Jennette w celu rewanżu za pyszne
śniadanie. Konsumując posiłek przed
telewizorem uświadomiłam sobie o jutrzejszej historii i o tym, że znając życie
będę pytana. Odstawiłam pusty talerz do zmywarki i poszłam do pokoju pouczyć
się, lecz za nic w świecie nie mogłam się skupić, nie chodzi tu już o Justina
ale o to, że historia najzwyczajniej w świecie mnie nudzi. Niechętnie czytałam
ten temat, aż zasnęłam. Obudziłam się o godzinie 19:45. Nic mi więcej nie
zostało jak wzięcie prysznica. Tak też zrobiłam. Ubrana w piżamę zeszłam na dół
gdzie zastałam Jen jedzącą obiad, który dla niej zrobiłam. Pożyczyłam jej
smacznego i zapytałam czemu tak późno wróciła. Odpowiedziała, że miała
dodatkowe zajęcia, nie wierzyłam jej, ale nie chciałam drążyć tematu. Jeśli
zechce to sama powie. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam pierwszy lepszy
kanał. Leciał jakiś serial, postanowiłam go obejrzeć. Uśmiałam się do łez.
Kiedy się skończył zegar wskazywał 23:58. Bez zastanowienia wyłączyłam
telewizor i poszłam na górę do mojego pokoju, ułożyłam się wygodnie na łóżku i
odpłynęłam w krainę snów.
Tak zakończył się mój zwykły dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz