poniedziałek, 10 listopada 2014

Chapter 1

11 listopad
Dziś jak zwykle obudziły mnie promienie słoneczne wpadające oknem do mojego pokoju. Uwielbiam taką formę pobudki i na szczęście cały rok jest tu słoneczne lato. Pozytywnie nastawiona wstałam z ciepłego łóżka i poszłam do łazienki, wykonałam tam poranne czynności.  Wróciłam do mojego pokoju i niezdecydowana stanęłam przed szafą. Zdecydowałam się na kwiecistą sukienkę i różowy sweterek. Włosy związałam w pół kucyka i zrobiłam lekki makijaż podkreślający moje duże oczy. Zabrawszy torbę z krzesła zbiegłam schodami do kuchni, gdzie czekało na mnie pyszne śniadanie. Zerkając na zegarek w telefonie uświadomiłam sobie, że już późno. Czym prędzej pochłonęłam talerz naleśników z czekoladą i truskawkami. Włożyłam talerz do zmywarki i wyszłam z domu. Droga do szkoły zajęła mi 6 minut. Przekraczając próg szkoły ruszyłam w kierunku sali numer 28, gdzie miała odbyć się pierwsza lekcja, czyli angielski. Gdy znalazłam się pod klasą nie zobaczyłam nikogo z moich przyjaciół. Zdezorientowana wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam SMS-a do mojej przyjaciółki, Victorii.
Do Victoria:
Hej. Gdzie jesteście?
Po chwili dostałam odpowiedź:
Jesteśmy pod salą 49. Mamy przecież zastępstwo z 3B. J
Poczułam się głupio i poszłam pod klasę. W momencie gdy zobaczyłam Victorie zadzwonił dzwonek. Przywitałam się z nią jak i z resztą moich przyjaciół całusem w policzek. Następnie udaliśmy się do klasy za panią West. Zajęliśmy miejsca. Każdy pogrążył się w głośnej rozmowie, którą przerwał szorstki głos pani West: Bieber, jak zwykle spóźniony. Wszyscy zamilkli i spojrzeli na chłopaka. Uczniowie jego klasy patrzyli ze strachem w oczach, zaś dziewczyny z mojej klasy wlepiały w niego swoje oczy robiąc zalotne miny. Bieber uśmiechnął się, zdjął okulary przeciwsłoneczne i zajął wolne miejsce w ostatniej ławce. Nie wiem czemu, ale gdy go zobaczyłam ogarnęła mnie wielka radość, poczułam się, jak gdybyśmy tylko my byli w klasie. Przez całą lekcje myślałam o nim. Pierwszy raz go wiedzę, a tak mi namieszał w głowie. Z moich różowych myśli wyrwała mnie nauczycielka, która uderzyła ręką o biurko, tak głośno, że chłopak w pierwszej ławce krzyknął ze strachu. W klasie rozbrzmiał głośny śmiech, spowodowany reakcją chłopaka. Wspólną  radość przerwał dzwonek. Z wielkim uśmiechem wyszłam z klasy. Wraz z Victorią, Liz i chłopakami poszliśmy do naszych szafek wziąć książki na następną lekcję, czyli matematykę. Nie wiem po co to komu, ale cóż, nie ode mnie zależy czego mamy się uczyć. Matematyka przybiegła szybko. Moje myśli wciąż krążyły wśród wysokiego szatyna. To śmieszne, bo nawet nie wiem jak ma na imię, a trochę się wstydzę zapytać przyjaciół, wyobrażam sobie, że na siłę będą próbowali nas zeswatać. No cóż, kolejna lekcja, historia. Pani Shay wróciła już ze zwolnienia i na przywitanie zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę. Kochana, prawda? Nie, wcale nie. Nienawidzę  jej i ona mnie też. Zawsze bierze mnie do odpowiedzi i zadaje najtrudniejsze pytania, próbuje mi zepsuć humor odkąd tylko pamiętam. Niestety nie udaje jej się to, gdyż jej zdanie wcale mnie nie interesuje. Lekcja ta ciągnęła się w nieskończoność, lecz gdy miałam udzielić odpowiedzi na jakieś pytanie wybawił mnie dzwonek. Z cwaniackim uśmiechem wyszłam z klasy. Poszłam zostawić książki do szafki i wyszłam na dwór. W budce z jedzeniem kupiłam taco i usiadłam przy jednym z wielu stolików przy szkole. Moi przyjaciele po chwili do mnie dołączyli. Razem zjedliśmy lunch dużo się przy tym śmiejąc. Mój uśmiech  się powiększył, gdy ujrzałam szatyna przy wyjściu z terenu szkoły. Nie widziałam dokładnie co robił, ale chyba palił papierosa. Natychmiast stracił moją dobrą opinie. Moje rozmyślanie przerwał dzwonek zapowiadający czwartą lekcję, niestety to biologia. Nienawidzę tego przedmiotu. Zawsze na tej lekcji  modlę się o dźwięk dzwonka na przerwę.  I tym razem modły zostały wysłuchane dzwonek zadzwonił szybciej niż bym się spodziewała. Cieszyłam się w duchu, że jeszcze dwie lekcje i koniec na dzisiaj, ale niestety nie było tak do śmiechu. Owe lekcje są jednymi z najgorszych. Fizyka i chemia. Nie dość, że nic nie rozumiem o jeszcze nauczycielki są nie miłe w stosunku do mnie. Trudno jakoś to przeżyję. Z tą myślą udało mi się przetrwać i odetchnąć z ulgą gdy dzwonek zasygnalizował koniec tortur na dzisiaj. Szybkim krokiem udałam się do szafki, gdzie zostawiłam książki i wyszłam przed szkołę gdzie czekali na mnie znajomi. Ruszyliśmy z terenu szkoły w kierunku naszych domów. Każdy z nas mieszka daleko od innych i zawsze wracam sama do domu. Tym razem może to i lepiej, mogę zostać sama ze swoimi myślami i chociaż mogę spróbować je uporządkować. Cały czas nie dawał mi spokoju ten Bieber. Moje myśli skupiały się głównie na nim. Gdy znalazłam się w domu, szybko nie zdejmując butów wbiegłam po schodach do pokoju, gdzie szybko włączyłam laptopa, zalogowałam się na portalu społecznościowym i wyszukiwałam nazwisko Bieber. Pojawiło się wiele osób z tym nazwiskiem w tym on, właśnie ten szatyn. Justin, nazywał się Justin. Jak ślicznie. Pasuje do niego to imię. Obejrzałam kilka jego fotek i wyłączyłam laptopa. Szczęśliwa, ze znajomości danych osobowych przystojniaka poszłam do kuchni i zrobiłam sobie coś do jedzenia. Zrobiłam też coś dla mojej współlokatorki Jennette w celu rewanżu za pyszne śniadanie. Konsumując  posiłek przed telewizorem uświadomiłam sobie o jutrzejszej historii i o tym, że znając życie będę pytana. Odstawiłam pusty talerz do zmywarki i poszłam do pokoju pouczyć się, lecz za nic w świecie nie mogłam się skupić, nie chodzi tu już o Justina ale o to, że historia najzwyczajniej w świecie mnie nudzi. Niechętnie czytałam ten temat, aż zasnęłam. Obudziłam się o godzinie 19:45. Nic mi więcej nie zostało jak wzięcie prysznica. Tak też zrobiłam. Ubrana w piżamę zeszłam na dół gdzie zastałam Jen jedzącą obiad, który dla niej zrobiłam. Pożyczyłam jej smacznego i zapytałam czemu tak późno wróciła. Odpowiedziała, że miała dodatkowe zajęcia, nie wierzyłam jej, ale nie chciałam drążyć tematu. Jeśli zechce to sama powie. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam pierwszy lepszy kanał. Leciał jakiś serial, postanowiłam go obejrzeć. Uśmiałam się do łez. Kiedy się skończył zegar wskazywał 23:58. Bez zastanowienia wyłączyłam telewizor i poszłam na górę do mojego pokoju, ułożyłam się wygodnie na łóżku i odpłynęłam w krainę snów.

Tak zakończył się mój zwykły dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz